| Kitsune pisze haiku. Dzisiaj to ona sponsoruje wpis. |
Kiedy
powiedziałem Kitsune, że w nowym
wpisie będziemy wgryzać się w japońskie „krzaczki” i potrzebna będzie grafika, zapytała
się czy chodzi mi o bonsai.
Powiedziałem jej wtedy, że o „krzaczkach”, nie drzewkach. Biedna Kitsune nie zrozumiała czym są „krzaczki”
czyli KANJI. I wtedy już wszystko
było jasne – grafikę muszę zrobić ja... Ale Kitsune
się uparła i grafikę przygotowała sama. ^_^ I prawdę powiedziawszy,
postarała się, mimo braku kolorów. Dzisiejszy dzień więc sponsoruje literka z
cyfrą . „3k” jak kanji, krzaczki i Kitsune.
Porozmawiamy
więc sobie o tym, z czym się je język japoński i dlaczego nie jest on taki
trudny, jak wielu sądzi. I jak niewiele ma wspólnego z mandaryńskim, uparcie
nazywanym chińskim.